Pierwszym podstawowym „przykazaniem” tej nauki jest naśladowanie swojego rozmówcy. On opiera się o ścianę – my też, on przekrzywia głowę – my tak samo. Dzięki takim lustrzanym odbiciom gestów sprawiamy pozytywne wrażenie, pod tytułem: „zobacz, jestem taki sam jak ty”.
Trzeba także bardzo uważać na to z kim mamy do czynienia. Jeśli jest to ktoś, kto lubi dominować nasze naśladujące zachowania mogą wzbudzić w nim jedynie dziwne poczucie agresji.
Rekordy popularności nauka mowy ciała bije w przypadku przygód miłosnych. Wytrawni amanci do perfekcji opanowują język ciała po to by uwieść stronę przeciwną. Muśniecie ramienia, patrzenie prosto w oczy, przekrzywienie głowy, pochylenie się – to wszystko jest jednoznacznie odczytywane jako bliskość i zainteresowanie.
Ważny jest także ton głosu i jego barwa. Ludzie nie lubią piskliwych wysokich dźwięków, które powodują u nich agresywne reakcje. Na miejscu jest zawsze ciepły, nieco niższy ton, przywołujący miłe skojarzenia, na przykład z mruczeniem zadowolonego kota.
